17 nawyków i pułapek, których warto unikać, aby nie szkodzić swoim finansom.
Kredyt gotówkowy jako forma kredytu o wysokim oprocentowaniu potrafi w sposób znaczący opróżniać budżet domowy. Wiele takich zobowiązań naraz to prosta droga do problemów finansowych. Pamiętaj o możliwości refinansowania oraz konsolidowania posiadanych zobowiązań w celu zmniejszenia wysokości rat.
Allegro Pay, PayPo, Klarna i wszystkie inne tego typu usługi typu "zapłać później" są wpisywane w BIK jako zobowiązania kredytowe. Łatwo o nich zapomnieć, coś nie zapłacić, co potem może powodować poważne problemy. Regularne zakupy w ten sposób — gdy otrzymujemy coś, a nie zapłaciliśmy za to — sprawiają też, że kupujemy i wydajemy więcej miesięcznie na rzeczy, które często nawet nie są nam potrzebne. Banki przy ocenie wniosku kredytowego bardzo niechętnie patrzą na klientów z aktywnymi limitami BNPL — to sygnał, że żyjemy ponad stan i nie kontrolujemy budżetu.
Często dawno temu zawarta polisa ubezpieczeniowa z elementem oszczędnościowym, ubezpieczenie na życie lub nierefinansowany od lat kredyt potrafi nas kosztować bardzo dużo. Wynika to z nieświadomości, że rynek mógł się już zmienić — oferty i warunki mogą być na dzień dzisiejszy dla klienta dużo korzystniejsze niż te sprzed lat.
Wysoki wydatek jednorazowy, a do tego regularne naprawy, serwisy, przeglądy, paliwo, ubezpieczenie itd. potrafią w skali roku generować bardzo spore koszty. Samochód jest jednym z głównych źródeł drenowania pieniędzy z portfela i budżetu domowego. Warto policzyć, ile naprawdę kosztuje nas auto rocznie.
Za tę samą butelkę wody w sklepie zapłacimy 2 zł, a na lotnisku 15 zł. W sklepie X zapłacimy 2 zł, a w sklepie Y — 2,50 zł. Dlatego warto sprawdzać ceny, swoje wydatki spożywcze i paragony oraz kontrolować to, co i za ile kupujemy. Drobne różnice w skali miesiąca i roku potrafią dać zaskakująco duże oszczędności.
Nie posiadanie zgromadzonej poduszki finansowej, z której moglibyśmy skorzystać w potrzebie prowadzi do zadłużania się i wizyt w banku po nowy kredyt np. gotówkowy albo co gorsza wykorzystywanie limitów kart kredytowych, które już wiele osób wprowadziły w długi z racji na swoje wysokie oprocentowanie.
Osoby, które się dwa razy zastanawiają nad tym czy kupienie konkretnej rzeczy jest im tak naprawdę potrzebne mając te same zarobki są w stanie mniej wydać, więcej zaoszczędzić i długofalowo lepiej na tym wychodzą.
Bardzo często pojawiają się sytuacje, gdzie klienci mają absurdalne wydatki na jakieś głupoty "Panie 15 000 zł za iPhone'a to nie dużo — niech Pan zobaczy jakie on robi dobre zdjęcia" podczas gdy zaoszczędzenie 100 zł miesięcznie traktują jako niemożliwy do przełknięcia koszt.
Moje pytanie brzmi: Ty kontrolujesz swoje wydatki, czy one ciebie?
Pieniądze uciekające przez palce, gdy nie kontrolujemy na co wydajemy. Wiele osób dokłada tylko kolejne zobowiązania, często mając nawet problem z wymieniem wszystkich swoich zobowiązań, za które płacą.
Wydatki konsumpcyjne należy ograniczać i nigdy nie żyć ponad stan.
"A już niech zostanie jak jest" powiedziano w tym kraju zapewne miliony razy, w sytuacji gdy ktoś zrozumiał, że powinien coś zrobić z pewnym problemem i tego nie zrobił. Albo:
"Robię już tak od X lat" nie oznacza że musi tak być dalej.
Załóżmy że pojawia się zastrzyk gotówki — nagle pytanie: "Na co to wydać" — ciężko jest się dziwić, że nie mogą się nam zebrać pieniądze na rachunku w większej kwocie, jeżeli gdy tylko coś się ich zbierze zaczynamy nimi szastać na lewo i prawo.
Złe podejście jest głównym przeciwnikiem w budowaniu majątku.
Trzymanie środków na nieoprocentowanym albo nisko oprocentowanym koncie bankowym sprawia, że z czasem te pieniądze są coraz to mniej warte. Gdy posiadamy 100 000 zł na rachunku i trzymamy je 10 lat a inflacja wynosi 4% to po dziesięciu latach stracimy koło 30% wartości naszych środków, dalej będziemy mieć 100 000 zł ale będzie ono warte tyle ile wcześniej 70 000 zł. Z tego powodu powinno się lokować środki w taki sposób, aby pieniądz na siebie pracował.
Czasami dobrze jest zapłacić niewiele więcej, a otrzymać w zamian wiele więcej. Tak jak kupując samochód ktoś powie "Jaki jest sens, żebym ja kupił auto 20k tańsze skoro potem coś się zaraz zepsuje i tyle z tego będę mieć" — tak samo to może działać w ubezpieczeniach. Ubezpieczenie na życie na 300 000 zł jest zdecydowanie tańsze niż trzy ubezpieczenia na życie na 100 000 zł, a to oznacza, że kupując najmniej jak się da "byle składka była niska" daje nam to gorszy przelicznik sumy ubezpieczenia na każdą opłacaną złotówkę.
Każdy sobie może powiedzieć — ja już oszczędzam! Jasne, tylko pytanie ile się udało zaoszczędzić? Tutaj większość ludzi mówi, że niezbyt cokolwiek.
"Oszczędzam proszę Pana na lokacie 2% gdy inflacja jest 3%."
To jest wtedy marnowanie pieniędzy i czasu, a nie oszczędzanie. Dobre chęci, ale zły produkt do tego.
Przekonanie, że wszystko sami zawsze zrobimy najlepiej często nie jest najlepszym rozwiązaniem. Każdy z nas zna się na swojej własnej pracy i branży i tak jak oczywiste jest dla wielu osób, że w temacie leczenia się "bo boli" potrzebne jest udanie się do lekarza, czy też w temacie instalacji lub naprawy elektryki jest potrzebny elektryk — tak w temacie finansów często jest to bagatelizowane.
W finansach jak w medycynie lepiej jest zapobiegać niż leczyć.
Wzięcie kredytu hipotecznego pod limit sprawia, że nasza przestrzeń w budżecie na ewentualne nadpłaty jest znacznie niższa. Kredyt na 500 000 zł nienadpłacany może być nawet dwukrotnie droższy od kredytu na 400 000 zł z regularnymi nadpłatami.
Pozornie niewinne wydatki w stylu "5 zł miesięcznie na lotto" same w sobie nie zrujnują nikomu budżetu, ale w oczach banku wyglądają zupełnie inaczej. Analityk kredytowy widząc na wyciągu z konta regularne przelewy do Lotto, kasyn online czy bukmacherów (Totalizator, STS, Fortuna, Betclic) automatycznie zaliczy klienta do grupy podwyższonego ryzyka — jako osobę z tendencją do hazardu. Może to skutkować obniżeniem zdolności kredytowej, gorszymi warunkami kredytu lub wręcz odmową.
Brak inwestowania =/= brak ryzyka. Posiadanie oszczędności np. 200 000 zł i pozwalanie im leżeć i tracić na inflacji negatywnie wpływa na nasz budżet. Bank centralny ma w założeniach idealną sytuację inflacyjną na 2,5%, a to oczywiście nie w każdym roku uda się utrzymać tak nisko. Oznacza to, że rocznie będziesz tracić 2,5% albo nawet i więcej, co szczególnie pokazały lata Covidu i inflacja sięgająca np. 13%.